Daleko jeszcze??

Za nami Pierwsza Wiosenna Wyprawa. W trakcie przypominała bardziej drogę przez mękę, niż relaks na łonie natury…A dlaczego? Bo pragnienia dzieci nie zawsze pokrywają się z pragnieniami rodziców, w tym przypadku, żeby dojść do Port Soderick. Zapamiętajcie to sobie, drogie przyszłe i teraźniejsze mamy i tatusiowie as well. Ale warto było, co niniejszym zdjęciami – AUTENTYCZNYMI – potwierdzam:

skala1.jpg

zaczęlo się niewinnie, a tu nagle wiatry,takie,jaki tylko TU wyć potrafią rozwiały z wędrowania radość i dzieci popłoszyly..

lawka.jpg

Pierwszy przystanek, oj długo długo po wyruszeniu. Może tego nie widać, ale nadal wieje – i to jak! Jemy ciasto bananowe, co to je dzielna Babaaga upiekła poprzedniego wieczoru. Jaś puszcza z wiatrem wafle ryżowe…

lawkazdala.jpg

a tak wyglądamy z daleka daleka, ja i Marta i dzieci dwoje,nawet niewidocznych z tej odleglości

morze.jpg

morze:)

idziemy.jpg

idziemy niezłomnie, ale  to raczej tylko dlatego, ze nie mamy wyjścia, za daleko od początku…wiatr wieje, dzieci wytrwale warty zmieniają w płaczu..

drzewa.jpg

ale wreszcie!!! i drzewa…

woda.jpg

..i woda..

nareszcie.jpg

..i wiatr poszedl, dzieci sie cieszą, a my z nimi. Pięknie tu!!!

mytrzy.jpg

na plażyczce,  żyjemy huraa!! i mamy transport do domu!!kocyk.jpg

no i sielanka, radość, dwoma słowami – HAPPY END!

paw-i-jas-na-pl.jpg

ostatni rzut oka na morze…

pawelsowa.jpg

na zakończenie zakończeń, specjalnie dla Basi, PawełSowa:)

Wielki Kombak!

A no mnie tu długo nie było. Tak się trochę zniechęciłam, że po kiego grzyba, że nie mam czasu, że i tak dalej. Ale warto chyba jednak. Zwłaszcza, że po raz kolejny czytam “Biegnacą z wilkami”.  No i fakt, nie mogę odkładać rozwijania  twórczego potencjału na “po dzieciach” , muszę juz teraz szukać, drążyć , co bym chciała, co jest Moje. Nie wiem wprawdzie, czy mi ta śmieszna stronka w tym pomoże, ale zawsze jest to jakiś bodziec do autorefleksji. Co nie?? No,blablabla, woda stygnie w wannie, trza korzystać z snów dzieci Nigdy Za Krótkich , a ja tak naprawdę chciałam tylko tu wrzucić  parę zdjęć!!

Pierwszy Poranek na Cronk Y  Berry Avenue. Widok z okna.

kotki.jpg

Pierwsza bańka. No,tak naprawdę nie pierwsza, ale ładna!

banka.jpg

Pierwsze wyjście na parking za domem i Wielkie Spotkanie. Obie strony podeksytowane, aż sie trzęsą…

spotkanie.jpg

No i na ostatek taki jeszcze bonus. Jaś z kablem. Jak zwykle.

kabel.jpg

Ojej, ile dobra!!:)

nowym wszystko takie.

Och, jak dobrze nam w domu. Naszym domu! No, może nie tak do końca naszym,ale takich sympatycznych państwa z Port St Mary, nieważne.  Mieć przestrzeń i móc ja oblekać, w co się zamarzy, iść za swoich chceniem i wyczuciem, zmieniać, co uwiera.  I dopiero to odkrywasz- jak cieżko bylo w ciasnocie ścian, natłoku dzwięków nieswoich.

A przestrzeń jest. Na:

-Jasiulcowe odkrywanie uroków stania na własnych nogach. Jak to fajnie móc podciągnać się wszędzie, gdzie sie chce, pozwalać to, na co się ma ochotę…Płyty cd do miski z musli, węgle z kominka do paszczy najlepiej, ewentualnie na podłogę…Na co się wspiać, to mało ważne dla niego, byle by było w co wbić paluszki małe- kurczowo, cudnie. Może być to sofa, albo jakaś w miarę miękka osoba, nie musi być nawet bardzo znana. W telewizorze coś się rusza, złapać złapać.. Mama z odkurzaczem ucieka, takim ciekwaymciekawym, dotknać go spróbować. Ciekawość ogromna wszystkiego, jak u mądrego kota;

 -na Dom Wymarzony, otwarty. Żeby ludzi dużo, żeby nie samotnie. żeby wpadali niezapowidzianie, radośnie, wyjść nie chcieli. Żeby wyjadali zapasy radośnie, z entuzjazmem. Żeby w sofę sie zatapiali i wyjść nie chcieli. Żeby dzieci biegały po schodach i robiły z kartonu statki kosmiczne.  Przyjaźnie pielęgnowac, takze bardzo ważne- Kacproszkolne. Kumpli ukochanych by mógl tu ściagać, ile chce;

-na lato. By na trawniczek, choć niewielki blisko..Wegegrilla. Trampolinę. Np.

-na wieczory wspólne przy wielkich filmach, po dniu calym z dziećmi naokolo, by odetchnąć od ich słodkiej obecności i zatęsknić do rana…

Ja bym jeszcze tak dłuuugo mogła:)

dziś krótko. jak Jaś je…

…a bo zwykle to trwa tak krótko, że długo by o tym nie w sposób.  Dzisiaj Jaś pobił rekord krótkości jedzenia superaśnej zupki z drogich organicznych warzywków. A wczoraj było tak!

mar.jpg

otóż przednia marchewka utarta z jeszcze przedniejszym jabłukiem!

jedz.jpg

i co? czy to szczęśliwa mina? proszę zwrocić uwagę na łyżeczke kurczowo trzymana w łapkach,  która to została przed sekundą wyrwana Babieadze po raz 1437!

jeszcze Afryki tchnienie

Chciałabym pokazac, jakie to skarby przywędrowały do nas za wielkiej wody!

grzechotka7.jpg

100% natural afrykańska grzechotka. Jasiowi pasuje.

kameleony1.jpg

kameleony.podobno przynoszą szczęscie..i co? mamy doma!!:)

waz.jpg

wąż.dla Kacpra. byl w jajku. włożylo sie go do wody i urósł bardzo.naprawdę!!!

robale.jpg

oryginalne robale! chrząszcz z rogiem i stonoga, prawie cała. Kacper mówi, że śmierdzi.

wszystko to razem- zachwycajace!!! no nie?

umiłowany gmach!

Huraaa! Mamy dom! Dzieci juz nie będa sie obijać o meble, włazić pod stół czy fotel (Jaś)..  Nie będziemy strącać przedmiotów przy każdym obrocie… Ubrania nie będą się wysypywaly z szafy po otwarciu drzwi..I może juz nie usłyszymy zdania, ktorym nowi goście często nas uraczają – faktycznie macie tu ciasno…

A bo tak! Ktoś się wreszcie zlitował i po wieeelu tygodniach średniointensywnych poszukiwań wynająl nam domka! Uroczego, małego domka. Wielu szczególów nie pomnę, skupiona bylam na robieniu good impresion i zapewnieniu, że jesteśmy z najlepszych najlepsi i w ogóle od razu bysmy chcieli się wprowadzić, możliwie, że trochę to desperacko wypadło..Ale udało się!

Niniejszym należa sie podziekowania dwóm osobom, które umożliwily nam dzisiaj znalezienia domu- a to jest- Magdzie, która zabawiała Kacpra w tym czasie opowieściami, jak to było w Afryce,no i Neelsowi, ktory nie tylko nas zawiózl i przywiózł,ale tez czekał ofiarnie pól godziny na parkingu, a potem zawozil Pawła z banku do chaty itd..Pawel w podzięce wysmażyl wszystkim naleśników.

A potem juz tylko nurzaliśmy sie cudnie w opowieściach o South Africa, krokodylach, rekinach, robalach, bębach, żyrafach, oparzeniach…No i gdzie pojedziemy na wakacje w przyszlym roku, zgadnijcie? Pewnie, ze tami! A co!

kobyłka.u płota!

Tak się bawiłam, że przez trzy dni mnie mięśnie bolały. Tak to jest, jak się urządza wychodne raz na rok.. A bo mam za sobą Czas Dzieciaczka w Brzuchu, którego lepiej nie uraczać morzami alkoholu i tarzaniem się na podłodze, potem Czas Dzieciaczka na Zewnątrz, kiedy to ON I TYLKO ON! Ale już mogę, raz na jakis czas, no, nie więcej niż raz na tydzień..może dwa, jeśli jogę do tego liczyć…

Zrobiłyśmy niezłą akcje, w każdym razie. Wyobraźcie sobie tylko: dziewczyny, skaczące po parkiecie, każdym jego kącie wręcz, przeskakujące przez dym, wyjące, lejące się.. Pamiętam refleksję w pewnym momencie- czemu ta banda Angoli tak dziwnie się na nas patrzy(a słowo Angole, oczywiście, nie ma u mnie ŻADNEGO  pejorytawnego nacechowania)?   Chyba byłyśmy lekko..hm. oryginalne w swoim entuzjaźmie i szaleństwie, dlatego zapewne otaczaly nas, khm khm, tłumy wielbicieli!

I niniejszym uroczyście dziekuję dwóm cudownym kobietom, ktore były moimi przewodniczkami tego wieczoru! Za ukazanie mi nocnego świata wypy, Hawany uroku, smaku mojito itd..To co, piątek?:)
null
miałam ukazać nieziemską rozkosz po wypiciu pierwszego łyka mojito, co nie wyszło

i byly też one!

no, tu miały być  zdjecia ww kobiet, przwodniczek pracy. Ale w miedzyczasie poszedl sobie monsz, który to pokazywał mi, jak sie te głupie zdjęcia wkłada do tego bloga! I co, próbuje na 53 sposoby i nic..A wydawalo sie takie proste, kiedy to robił. Zniecheconam!

To mój prezent

A tak. Tego bloga dostałam w prezencie. A właśnie, Fiziu, jak się daje bloga, to może z wyposażeniem od razu? Z gromadą zdjęć, lineczków, a nie że ja teraz sama to muszę dłubać, nie umiejac.  Żarty żartami, ale fajnie móc pootworzyc coś. Bo nie da sie ukryć, ze jesteśmy na pustyni dla ducha.  Kto sie ze mną zgadza, ręka w górę. Dopuszczam możliwość dyskusji.

Dużo czasu minęlo, odkad udało mi sie pierwszego posta napisać. Monsz dziś wcześnie padł, toteż mogę wreszcie. Dzieci posapują słodko. Jest fajnie:):) Dręczy mnie tylko myśl, czy po napisaniu tego wszystkiego uda mi sie wysłać to, jak trzeba?

Łeee. Właśnie spojrzałam na zegarek. Pólnoc, kurde. To ja dziękuję na razie, przynajmniej jedno z dzieci zrobi mi pobudkę o 6.45, a bym się wyspać chciała… W nastepnym odcinku, jak to babaaga po wielu miesiacach braku imprezy na takową wyszła, jak to się milo porobila, pierwszego mojito zaliczyła itd…